Zrobione w WebWave CMS

Skontaktuj się z nami

mail: barbara.willan@gmail.com

tel. 606 680 218

ul. Prosta 17/3

Olsztyn 10 - 029

Strona internetowa jest wspierana finansowo przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych Republiki Federalnej Niemiec.

 

Redaktor strony internetowej: Ewa Dulna

barbara.willan@gmail.com            

  1. pl
  2. de

Marcin Gerss (1808-1895) był najwszechstronniejszym przedstawicielem piśmiennictwa w języku polskim na Mazurach w XIX wieku. Ten mazurski nauczyciel, pisarz, wydawca i działacz luterański był człowiekiem niesłychanie pracowitym. Nie jest on jednak postacią powszechnie znaną.

W ciągu życia Marcin Gerss przyjmował role: pisarza, poety, publicysty, nauczyciela, organisty, współpracownika, wydawcy oraz redaktora gazet i kalendarzy, znawcy i miłośnika języka polskiego, literatury polskiej i historii regionalnej, krytyka literackiego, tłumacza, kronikarza, epistolografa, działacza luterańskiego, zbieracza folkloru, onomasty, etnografa, paremiografa, komentatora wydarzeń politycznych, popularyzatora wiedzy naukowej, radnego.

Gerss napisał powieść Jest Bóg!, która pierwotnie była drukowana na łamach "Gazety Leckiej" w 1875 roku. Niedawno profesor Zbigniew Chojnowski, poeta, badacz i literaturoznawca z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, podjął się przywrócenia do czytelniczego życia tekstu Gerssa. Stworzył obszerny wstęp do powieści i opatrzył ją bardzo dużą liczbą interesujących erudycyjnych przypisów.

Jest Bóg! ukazała się wiosną tego roku. Jest powieścią historyczną, szczegółowo ukazującą czytelnikowi XVII-wieczne realia Mazur, jak również powieścią o charakterze moralizatorskim. Prof. Chojnowski powiedział też, że tekst Gerssa należy do utworów opowiadających o budowaniu siebie przez młodego człowieka — na tym koncepcie opiera się Przedwiośnie Stefana Żeromskiego czy Zbrodnia i kara Fiodora Dostojewskiego. Jego akcja dzieje się w okolicach Giżycka. Rozmowa z profesorem o autorze, powieści i pracy nad jej współczesnym wydaniem porozmawialiśmy z profesorem Chojnowski szerzej.

— Kim był Marcin Gerss? 

Mimo że Gerss mówił, czytał i pisał po niemiecku, to jednak większą część swojego pisarstwa stworzył w języku polskim z myślą o Mazurach. W 1850 roku osiedlił się w Giżycku, które wówczas nazywało się Lec. Wcześniej był docenianym przez władze pruskie nauczycielem. Po utracie praw do nauczania utrzymywał się ze sprzedaży nieruchomości, ale serce włożył w wydawanie — najpierw Kalendarza Królewsko-Pruskiego ewangelickiego, nad którym pracował od 1859 r. do końca życia, a drugim jego dziełem była „Gazeta Lecka”, którą wydawał od 1875 do 1892 r. Właśnie w pierwszym roczniku tejże gazety ukazała się w odcinkach powieść Jest Bóg!

— Skąd pomysł przywrócenia do życia akurat tej powieści tego autora?

Wydaje mi się, że Jest Bóg! to najlepsza powieść Gerssa spośród tych, które poznałem. Ma ciekawą fabułę, rozgrywa się w ściśle określonym miejscu, czyli w parafii Miłki. Jej granice pokrywają się mniej więcej ze współczesnymi granicami gminy Miłki. Pierwsza promocja tej powieści, w czerwcu tego roku, odbyła się właśnie w kościele w Miłkach, w którym częściowo rozgrywa się akcja książki. Powieść powróciła do punktu, z którego wyszła. Ma ona pewne odniesienie do naszych czasów — mowa w niej o żądzy łatwego zysku czy o zarazach, które regularnie nawiedzały Mazury.

Chcę dodać, że Marcin Gerss dostrzegł w ludności mazurskiej, w swoich pobratymcach potrzebę czytania utworów epickich o większym rozmachu... Drobne opowiastki nie zaspokajały tej potrzeby czytelniczej — przecież znaczna część Mazurów to byli ludzie czytający. W 1845 r. Gerss wznowił bardzo poczytną na Mazurach powieść niemieckiego pisarza i pedagoga Christiana Salzmanna Sebastyan Mądry. 30 lat po wydaniu tej powieści Marcin Gerss uznał, że sam jest w stanie podobną prozę napisać.

— Pana praca — obszerny wstęp i dużo przypisów — robią bardzo duże wrażenie. Czy długo zajęła panu praca nad tym tekstem?

Z przerwami pracowałem nad opracowaniem tej powieści prawie dziesięć lat. Pomogli mi trochę studenci, zwłaszcza na etapie przepisywania jej odcinków — każdy dostał po dwa-trzy i zrobił wstępną transliterację. W ten sposób studenci zaznajomili się z drukiem gotyckim. Potem też zasięgałem opinii naszych historyków regionu. Przewertowałem również wszelkie dostępne słowniki, które pomagały mi w ustaleniu znaczenia wyrazów, dzisiaj już nieużywanych.

— Książkę ozdobił pan też dużą liczbą pięknych czarno-białych i kolorowych zdjęć z pana archiwum. Kolekcjonuje pan zdjęcia? Sam też pan je robi? To jedno z pana zainteresowań?

— Tak, robię zdjęcia z zamiłowania. Uczestniczyłem nawet w trzech wystawach zbiorowych w Gołdapi. Moje fotografie są podpatrywaniem kolorytu, ech historii i dziejów w krajobrazie. W aneksie ikonograficznym do Jest Bóg! reprodukcje ilustrują wybrane motywy powieści. Niektóre wykorzystane zdjęcia wykonałem w ostatnim czasie, bo historia naszego regionu tu i ówdzie jest nadal dostrzegana gołym okiem. 

— Bohaterowie omawianej powieści są typowi i tendencyjni, a jej przesłanie jest pozytywne i – można powiedzieć – ekumeniczne. Tekst nie wydaje się jednak naiwny. Proszę mi powiedzieć jako literaturoznawca: jak udało się autorowi to osiągnąć?

— Ta powieść dowodzi niemałej kultury literackiej Marcina Gerssa. On zresztą czytywał polskie powieści historyczne, dobrze znał Kraszewskiego, nawet krótko z nim korespondował. Gerss uchwycił sedno powieści historycznej swojego czasu. Umiał połączyć erudycję o dziejach lokalnych z klasycznymi wątkami powieści. Jest tu zbrodnia, ucieczka, tajemnica, a przede wszystkim miłość w stanie czystym. Każda powieść zawiera wątek romansowy. I on jest tu nitką spajającą świat przedstawiony. Główny bohater nie jest gotowym typem, tylko postacią, która doznaje głębokiej przemiany duchowej, religijnej, moralnej. Całym sobą przekonuje się, że jest Bóg. Metamorfozę zawdzięcza z jednej strony anielskiej i pobożnej Judycie, dziewczynie o imieniu starotestamentowym, a z drugiej strony przyrodzie. Po przygodach mrożących krew w żyłach szukający swej drogi młodzieniec właśnie w puszczy odczuwa bliskość Stwórcy.

Gerss posłużył się powieścią zgodnie z literackimi zwyczajami swojego czasu, bo wykorzystał ją do wprowadzania wiedzy historycznej. Kluczową rolę odgrywa przywołanie najazdu tatarskiego, który miał miejsce w październiku 1656 r. To katastrofalne zdarzenie należało do mazurskiej pamięci zbiorowej. Jeszcze w pierwszej połowie XX w. Mazurzy pisali utwory na temat najazdu tatarskiego lub się do niego odwoływali. Wplecenie tych wątków historycznych przez Gerssa w narrację ma wartość nie tylko edukacyjną, ale i tożsamościotwórczą. Autor zaznaczył też – na poły fantastycznie – udział pogańskich Prusów w lokalnych dziejach.

Właśnie, mówi pan o tych pruskich rozbójnikach. Znakomitym pomysłem fabularnym Gerssa jest ich doskonale zamaskowana w lesie forteca, wypełniona skradzionymi dobrami. Czy autor wzorował się na jakimś rzeczywistym miejscu? Czy też sam to wymyślił?

— Topografia i toponimia w powieści są realistyczne. Archeologowie czy w ogóle miłośnicy wschodniej części Mazur mówią, że między jeziorami Niegocin a Śniardwy był ostatni bastion pogańskich Prusów. Puszczański teren był bagienny i zamieszkiwany przez dzikie zwierzęta, a więc był trudno dostępny. Co do umocnień obronnych, to powiem, że według archeologów są w tym rewirze znamiona świadczące o działalności Prusów. Zresztą — a to już jest niepodważalny fakt — na jeziorze Tyrkło, o czym wzmiankuje się w powieści, grodzisko pruskie na pewno istniało.

— Czy pierwotny druk tekstu w „Gazecie Leckiej” cieszył się powodzeniem?

— Marcin Gerss swoją gazetę nie tylko redagował, ale też sam łożył na jej wydawanie. Na ten cel otrzymywał pieniądze od nielicznych Polaków. Środki tak pozyskane były niewystarczające. Gerss liczył przede wszystkim na prenumeratorów. Ich liczba sięgała 250, a nakład nie przekraczał 500 egz. Niezamożni i oszczędni Mazurzy „Gazetę Lecką” przekazywali sobie z rąk do rąk. Czytali ją rodzinnie lub z sąsiadami. Według Gerssa jeden egzemplarz czytało do 20 osób. Mnożąc dwie liczby, uzyskujemy szacunkowy statystyczny obraz oddziaływania „Gazety Leckiej”.

O jej odbiorze świadczy też to, że mazurscy czytelnicy napisali kilkadziesiąt wierszy i listów pochwalnych na cześć redaktora Gerssa, który co tydzień dawał im — w ich mniemaniu — pokaźną porcję dobrych tekstów do czytania. Jednym z czytelników „Gazety Leckiej” był także Wojciech Kętrzyński. Jemu powieść Jest Bóg! bardzo się podobała. Kętrzyński wspierał moralnie i finansowo Gerssa w jego poczynaniach pisarskich i wydawniczych. Rzeczona powieść prawdopodobnie przyczyniła się do wzrostu liczby czytelników „Gazety Leckiej”, która wychodziła do 1892. 

— Czy taka powieść moralizatorska jak Jest Bóg! ma dziś rację bytu? Mnie się wydaje, że w całym tym współczesnym zalewie postmoderny i relatywizmu taka powieść promująca wartości byłaby wręcz ożywczym głosem.

— Zgadzam się. To powieść, która ma przesłanie moralno-religijne, ale nie jest ono nachalne; ujawnia się poprzez ludzi w działaniu. Główny bohater, Wojtek Lichotka, jest biedny i skrzywdzony przez los, lecz ma wolę czynić i żyć tak, aby jego rodzima społeczność przestała go marginalizować. Decydujący w przemianie młodzieńca jest udział dziewczyny, ale też innych ludzi. Dzięki ich sprawiedliwemu postępowaniu Lichotka nie jest wmanewrowywany w kolejne sytuacje, które by go pognębiły i skrzywdziły. Powieść Gerssa daje nam wizję wspólnoty prawdziwej, w której jednostka — jeśli kieruje się dobrem i prawdą — może liczyć na pomoc bliźniego.

— Gerss pisał na rzecz, cytując pana wstęp: „podniesienia Mazurów pruskich na wyższy poziom religijno-moralny”, jak również promował zwalczanie przesądów i zabobonów. Była to szczytna misja. Czy uważa pan, że współcześnie literatura mogłaby — czy powinna — uczyć i edukować?

— Oczywiście, że tak. Wydaje mi się, że literatura dydaktyczna stawia bardzo wysokie wymagania autorowi. Gerss zapracował na to, by Mazurzy uznali go za autorytet. Wciąż się kształcił. Zachęcał do samodzielnego używania rozumu. Był pochłonięty misją oświatową, którą realizował z myślą o Mazurach pruskich, mówiących po polsku.

Współcześnie sytuacja jest trudniejsza niż w XIX stuleciu, ponieważ zwłaszcza młodzi spotykają się na co dzień z wielością ofert spędzania czasu, które w ich oczach są bardziej atrakcyjne, bo nie wymagają trudu. Czy z takimi ofertami można skutecznie konkurować? Wierzę w to, że formy przedstawiania w literaturze wymiarów, które czynią nas lepszymi, będą odkryte. Nowe technologie, nowe media są tylko narzędziem, które może i powinno służyć rozwijaniu naszej duchowości i świadomości. Pamięć o powstaniu warszawskim wydawała się stracona dla młodego pokolenia. A jednak dzięki nowej technologii przekonująco trafia do niego. Myślę, że kultura wciąż poszukuje sposobów przekazywania wartości, które nas uczłowieczają. Podobnie dzieje się w literaturze. Prawdopodobnie dojdzie do powstawania powieści, w których nie będzie zachodziła dekonstrukcja człowieczeństwa, lecz próba jego konstruowania i definiowania. Chodzi o taką literaturę, która pozwoliłaby współczesnemu człowiekowi zbudować się, uczynić ze swojego życia wartość. Wbrew pozorom tekst literacki, który nie bawi i nie uczy, prędzej czy później czytelnicy odrzucą.

— Czy Marcin Gerss napisał więcej powieści?

— Gdyby policzyć wszystkie powieści i opowiadania, które Gerss wydał w odcinkach w „Gazecie Leckiej”, to uzbierałoby się kilkadziesiąt pozycji. Autor umieszczał krótsze i dłuższe narracje również w Kalendarzu Królewsko-Pruskim ewangelickim. Te teksty mieszczą się w dwóch grupach. Do pierwszej należą te przetłumaczone z literatury niemieckiej i przetworzone, oraz te, które są przedrukami i przeróbkami opowiastek autorów polskich. Druga grupa tekstów, moim zdaniem ciekawsza, to opowiadania i powieści, które Gerss stworzył na podstawie wydarzeń mazurskich. To w nich pierwowzorami bohaterów Gerssa są autentyczni Mazurzy. Przynajmniej częściowo ich akcja rozgrywa się na Mazurach, w Prusach Wschodnich. Narracje te utrwalają świat kultury mazurskiej. Były to historie obyczajowe, na przykład: rzecz rozgrywa się w lasach mazurskich, jest środowisko leśniczych i ktoś dybie na życie leśniczego, strzela do niego z dwururki, na szczęście nie trafia. Podejrzenie pada na niewinnego mężczyznę, ale bieg zdarzeń obraca się na dobre. Okazuje się, że ten, który posądził, jest sam winowajcą. W innym tekście mowa o żonie, która nie kochała męża, i wspólnie z kochankiem postanowiła zabić małżonka. Jakimś cudownym trafem jednak nie udaje się złoczyńcom urzeczywistnić diabelskiego pomysłu. Spotyka ich bezwzględna kara.

— Czy są jacyś mazurscy pisarze czy publicyści podobni do Gerssa?

— Jeśli idzie o rozmach, aktywność pisarsko–wydawniczą, bogactwo ilościowe i los to takiej drugiej postaci w XIX w. na Mazurach nie było. Oczywiście działały wtedy osoby nietuzinkowe, takie jak Jan Karol Sembrzycki. Na osobistość wielkiego formatu wyrastał ks. Gustaw Gizewiusz, od którego nazwiska nazwę wzięło Giżycko. Gizewiusz niestety przedwcześnie zmarł. Gerss znał się z nim, w jakimś stopniu szanował go, ale nie przepadał za nim. W jednym na pewno się panowie zgadzali: obaj pracowali na rzecz języka polskiego i wierzyli, że jest Bóg.

 

Literaturoznawca z UWM

Zbigniew Chojnowski (ur. 1962) to poeta, prozaik, historyk literatury, krytyk literacki, profesor nauk humanistycznych i nauczyciel akademicki Uniwersytetu WarmińskoMazurskiego. Bada literaturę XX i XXI wieku. Koncentruje się na zagadnieniach poezji, ideach poezji, problemach tożsamościowych, literaturze PRL-u i emigracyjnej, wyobraźni religijnej, geopoetyce, nowym regionalizmie. Analizuje piśmiennictwo mazurskie XIX stulecia pod względem tematyczno-językowym oraz kulturowym. Opublikował 15 monografii autorskich. Zredagował lub współredagował 8 tomów prac zbiorowych. Opracował 11 antologii literackich. Przedstawił referaty na ponad 100 konferencjach międzynarodowych i krajowych. Wygłosił ponad 200 prelekcji o literaturze. Publikuje w wielu czasopismach. Ma dwoje dzieci. Mieszka we wsi Przykop pod Olsztynem.

 

Michał Kotliński

Gazeta Olsztyńska, 2021-08-20

Profesor Zbigniew Chojnowski z UWM przywrócił do życia mazurską powieść

12 września 2021