water droplets on a leaf
01 lutego 2026

Dziki rycerz

Arno Surminski 

To prawdziwa historia, w którą można wierzyć lub nie. Miała miejsce, powiedzmy, godzinę drogi od polskiej granicy. Wyobrazić trzeba sobie długie, zimowe wieczory w Prusach Wschodnich. Telewizję jeszcze nie wynaleziona, a w salonie żadne radio nie rzępoliło piosenek. Zamiast tego wiatr huczał w kominie i szarpał okiennicami.

Na szczęście kobiety wciąż miały co robić. Mogły kręcić kołowrotkami, robić na drutach albo cerować. Ale co zrobić z mężczyznami? Gdy krowy zostały nakarmione o wpół do siódmy wieczorem, nie wiedzieli, co innego robić. Kładli buty na blacie pieca, palili fajkę za fajką, czasami spluwali na zewnątrz i sprawdzali pogodę i gwiazdy. Obijali się, aż skończyła się nafta, a dzieci zasnęły pod puchową kołdrą.  W takie wieczory pokusa ma łatwe zadanie. Po kolacji – około wpół do ósmej – złapała Emila Schonskiego z Kaliszkach i przekonała go, żeby jeszcze raz musi zajrzeć do koni. Ze stajni farmer Schonski poszedł przez pole, szerokim łukiem w stronę wsi i, jak to bywa w życiu, minął karczmę, której okna jarzyły się zachęcająco.  

Nie ma nic złego w takich objazdach, o ile nie zdarzają się zbyt często. Początkowo Erna Schonski nie wspomniała o tym ani słowem. Ale po tygodniu wpadła w złość, zamknęła drzwi sypialni kluczem i wrzuciła pościel pijaka do zimnej izby dla służby. Możesz tam odespać swojego kaca, Emilu Schonski.

Zimowe wieczory w Prusach Wschodnich mają do siebie to, że zostaną coraz ciemniejsze i dłuższe. Księżyczek wschodzi już o wpół do piątej i oświetla wydeptaną ścieżkę prowadzącą do karczmy. I oto stoi, gospoda, jedyny promyk światła w zimnym mroku, nie licząc księżyca i gwiazd. Stoi tam, zwabiając ludzi, prowadząc ich na pokuszenie. Ale sprawy potoczyły się naprawdę źle dopiero, gdy zaczęła się Dwunastnica, Dziki Rycerz pędził po niebie, a farmer Schonski nie przestawał ryczeć razem z nim. 

„Uważaj, coś złego ci się stanie!” powiedziała żona. „Bo w czasie Dwunastnicy nie wolno wieszać prania, bo ktoś umrze. Żadnego polerowania sztućców, żadnego wypowiadania brzydkich słów, bo to mogłoby spłoszyć Dzikiego Rycerza. Zabronione w tym niebezpiecznym czasie jest również łażenie po zaśnieżonym polu z głośnym śpiewem. Nawet niewinne piosenki nie pasują Dzikiemu Rycerzowi. Nawet stara pieśń żołnierska o Argonach, którą Emil Schonski uwielbiał śpiewać i która Dzikiemu Rycerzowi właśnie powinna się spodobać, drażniła go. Chce ryczeć sam w czasie Dwunastnicy. I dlatego stanie się nieszczęście, uważaj, Emilu Schonski!  

Mimo wszystko mogło się dobrze skończyć – nawet rycerz czasem przymyka oko – ale farmer Schonski nie oszczędzał nawet zmarłych. Przyzwyczaił się do skracania drogi z karczmy do domu.  

Noc w noc wędrował po cmentarzu Kaliszek. Nikt rozsądny nie odważył się zapuszczać na cmentarz po zmroku, przynajmniej tak było w tej części świata. Ale siwucha dodawała Emilowi Schonskiemu sił. Miał gdzieś duchy i zjawy, gwizdał Dzikiemu Rycerzowi w twarz, nie widział niczego widmowego poza delikatnym blaskiem księżyca, nie uważał niczego niepokojącego w szeleście zwiędłych wieńców, przeganiał wrony i sowy z krzaków i klął z całego serca, gdy potknął się raz o grządkę grobu i położył się płasko na grobowcu Heinricha Kronenberga, zmarłego w dzień Nowego Roku 1908r. Spoczywaj w pokoju!  

„Schonski nie daje spać umarłym” – mówiły staruszki z Kalischek.  Jak to się skończy? Ksiądz przyjdzie, żeby cię pokropić wodą święconą, Emilu Schonski. Albo wydarzy się nieszczęście.  

Wtedy zgłosiła się kobieta z Grigaulen, taka, która wyczyta nieszczęście ze zsiadłego mleka – fusy po kawie były na to zbyt cenne – kto zbiera kurze odchody, by zapobiegać wypadanie włosów – ale tylko od białych kur – kto wyczarowuje lekarstwa na pomór świń i czerwone plamy na brzuchu, kto zna lekarstwa na płodność krów, świń, a w razie potrzeby nawet ludzi, kto jest za pan brat z Dzikim Rycerzem i wiesza różdżkę nad tajemniczą zupą bez soli – na litość boską, z solą cała magia znika! Leczy duże wrzody dziurawcem zwyczajnym i po Okach tłuszczu w rosole na kiełbasie potrafi stwierdzić, czy rok będzie suchy, czy mokry. Ta kobieta przyszła więc nieproszona do Erny Schonski i przyniosła ze sobą przepis, który miał pomóc. Nie przeciwko piciu sznapsa – na to nie ma lekarstwa – ale przeciwko zakłócaniu spokoju zmarłych i głośnemu śpiewaniu w czasie Dwunastnicy, śpiewaniu, które przyciąga nieszczęście. 

„Musisz wypędzić diabła Belzebubem” – powiedziała kobieta z Grigaulen, a w zamian za to dostała trzy funty bekonu i wędzonych żeberek. Belzebub miał być postacią stojącą za murem cmentarnym, z białym prześcieradłem na uszach, która miała wyskakiwać za każdym razem, gdy Emil Schonski śpiewa piosenkę „Argonnerwald” wśród grobów.

„Musi się przestraszyć jak nigdy w życiu. Samo to załatwi sprawę. I musi być księżycowa noc” – powiedziała mędrczyni.  Nikt poza Erną Schonski nie wchodził w rachubę do grania roli Belzebuba.  

Wolałaby wszystko odwołać. Zaoferowała dodatkowe dwa funty bekonu, jeśli kobieta z Grigaulen zagra ducha przy murze cmentarnym. Ale to było niemożliwe. Sztuczka działa tylko wtedy, gdy diabeł i Belzebub są połączeni obrączką, co podobno zdarza się od czasu do czasu.  

„I żadne obce stworzenie nie może być w pobliżu!”  

Och, ty cicha, zimna nocy! Stoisz na cmentarzu, drżąc ze strachu. Nie wiesz nawet dokładnie, kiedy ten człowiek nadejdzie. A księżyczek świeci tak jasno i wyraźnie. A zające skaczą po lśniącym śniegu. A za granicą słychać wycie wilków.  

Aby zapobiegać zimnu, Erna Schonski pociągnęła łyczek z tej znienawidzonej butelki. Zabrała butelkę ze sobą, na wszelki wypadek, bo nikt nie wie, jak długo takie noce potrwają. W Kaliszkach nie bije zegar kościelny. Żaden stróż nocny nie chodzi i śpiewa sobie coś. Jeśli masz szczęście, pies gospodarski Schonski wyje o północy. Godzina duchów zaczyna się, gdy karczmarz zamyka drzwi i odsyła ostatnie duchy do domu.  

Kulisz się pod cmentarnym murem, czekając na swoją kolej. Poziom w butelce spada i spada. Ciepło pochodzi z wnętrza, strach ucieka, ach, czai się mile stąd. Wierzby wzdłuż cmentarnej ścieżki wypuszczają zielone pąki w środku zimy, a słoneczko słodko świeci na krzyżach tych, którzy zginęli w Kaliszkach.  

Zaczynasz wątpić. Myślisz, że już go przegapiłaś. Pozwalasz, by ostatnie krople z butelki rozlały się na śniegu, a potem ciskasz pustą butelkę wysokim łukiem za mur. Boże, nie na groby! To by znowu poszło na konto Emila Schonskiego.  

W końcu się pojawia. Nie wiesz, czy to wyje wilk, czy śpiewa Emil Schonski. Rozpoznajesz go po tekście. Tym razem nie śpiewa piosenki „Argonnerwald”, lecz starego Joachima Hansa von Ziethena .

Poczekaj tylko, Ziethen zaraz wyłania się z krzaków! Nie wstydzi się oddać mocz przy bramie cmentarnej. Wypuszcza kłąb pary w jasną zimową noc. Idzie w kierunku pierwszego rzędu grobów. Znajduje pustą butelkę po sznapsie na grobie Heinricha Kronenberga, który zmarł w dzień Nowego Roku 1908r.  

„No, spójrz tylko” – mruczy Emil Schonski, wąchając szyjkę butelki. Wtedy złowrogi cień nadchodzi z tyłu, rozpościera ramiona i zaciemnia cały cmentarz. Czy unosi się nad grobami, czy też przechadza się jak rozsądna osoba? Cień zatrzymuje się trzy metry przed Emilem Schonskim, zawisa nad żelaznym krzyżem i zamienia święty krzyż w stracha na wróble.  

Aha, myśli Emil Schonski, chce butelkę!. Chętnie podaje pustą flaszkę duchowi, ale duch niechętnie kręci głową.  

„Kim jesteś?” – pyta Emil Schonski zza grobów.  

Teraz musi wyjść, teraz wy, dobre duchy, pomóżcie mi!  

„Diabeł” – pada odpowiedź spod białego prześcieradła. Emil Schonski zdumiewa się,  stojąc nieco oszołomiony na cmentarzu w Kaliszkach. Wpatruje się w butelkę w dłoni, tę, którą wzgardził możny. Dziwne, czego on właściwie chce? Co diabłu zależy na farmerze Schonskim z Kaliszek? Próbuje wydobyć z umysłu jakąś rozsądną myśl. Bo trzeba być w dobrych stosunkach ze złem, myśli. Trzeba go udobruchać. Wtedy przypomina sobie żonę i oto jest, ta dobra myśl. Podchodzi bliżej i wyciąga rękę do diabła.  

„Podaj mi rękę, szwagrze” – mówi Emil Schonski. „Jesteś rodziną, bo poślubiłem twoją siostrę”.  

Ledwie zły duch to usłyszał, uciekł, biegł – można by nawet powiedzieć, że latał – po grobach. Jego powiewne szaty zaczepiały się o bramę cmentarną. Padł twarzą na ścieżkę do Bogu. 

Ledwie zły duch to usłyszał, uciekł, biegł – można by nawet powiedzieć, że latał – po grobach. Jego powiewne szaty zaczepiały się o bramę cmentarną. Padł twarzą na ścieżkę do Bogu. 

To nic, Emil Schonski musi postawić diabła na nogi. Pomaga mu wstać, słucha tego, czego nikt nigdy nie słyszał od diabła, słyszy jego szloch i skomlenie. Pewnie skręcił zdrową nogę, myśli Emil Schonski. Podtrzymuje go, prawie niesie do wioski. Kuśtyka z nim do domu po zaśnieżonej ścieżce, nie myśląc o Dzikim Rycerzu, który wysoko nad nim przesłoni księżyc i straszy świszcząc po drzewach. Wlecze potykającego się do stodoły, gdzie krowy leniwie przeżuwają pokarm, rozsiewając stęchłe, wilgotne ciepło.  

Tam Emil Schonski wrzuca mocno poturbowanego diabła na kupę siana. Siada obok niego. Chce mu raz na zawsze wygarnąć, co myśli. Ale wtedy ciepło obory go przytłacza. Już nie może. Upadnie, wślizguje pod białe prześcieradło, zdziwi się, ile ciepła może wydzielać taki diabeł... po czym zaśnie.

To, co parobek znalazł następnego ranka w oborze, było czymś, czego nikt w Kaliszkach nigdy wcześniej nie widział. Nawet za polską granicą i na Litwie, skąd pochodzą najdziwniejsze historie, nikt nigdy nie pamiętał takiego wydarzenia. Tam leżeli rolnik i jego żona na stogu siana, niczym Maryja i Józef z dawnych czasów. Owinięci w białe prześcieradło. Emil Schonski z pustą butelką w ramionach, którą znalazł na grobach w Kaliszkach. I żaden Dziki Rycerz o nich nie dbał.

 

Tłumaczenie na język polsko: Uwe Hahnkamp.

  

 

  1. pl
  2. de
Mobile menu

barbara.willan@gmail.com            

Strona internetowa jest wspierana finansowo przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych Republiki Federalnej Niemiec i Ministerstwo Spraw Wewnętrznych       i Administracji.

 

Redaktor strony internetowej: Ewa Dulna

Skontaktuj się z nami

mail: barbara.willan@gmail.com

tel. 606 680 218

ul. Prosta 17/3

Olsztyn 10 - 029

 

https://stowarzyszeniemazurskie.pl/

https://stowarzyszeniemazurskie.pl/de

Zrobione w WebWave CMS